Aktualności \ Sympozjum Akcji Katolickiej

Ludzie niezłomni byli wierni Bogu i Kościołowi – stwierdził bp Mirosław Milewski. Przewodniczył on Mszy św. poprzedzającej jubileuszowe X Sympozjum Naukowe Akcji Katolickiej Diecezji Płockiej „Homo viator. Śladami niezłomnych”, które odbyło się 25 listopada w Opactwie Pobenedyktyńskim w Płocku. Tradycyjnie organizowane jest w przeddzień uroczystości Chrystusa Króla – patrona Akcji Katolickiej.

Obrady poprzedziła Msza św. w bazylice katedralnej płockiej, a przewodniczył jej biskup pomocniczy diecezji płockiej, Mirosław Milewski. Podczas obrad w Opactwie Pobenedyktyńskim stwierdził, że ostatnie wydarzenia jasno pokazują, iż trzeba i warto mówić, jak naprawdę wygląda polska współczesność, jednoczyć się w tym, nie dopuszczać, żeby „naród polski był nazwany narodem faszystów”.

– Ludzie niezłomni byli wierni Bogu i Kościołowi – podkreślił hierarcha. – Podobnie jak patronka dnia św. Katarzyna Aleksandryjska, która miała do wyboru oddać ofiarę bogom albo ponieść śmierć męczeńską – oddała swe życie za Chrystusa. Jej postawa też była niezłomna. Podobnie jak współcześni niezłomni, pozostała wierna sobie. Akcja Katolicka musi o tym mówić i promować prawdziwą naukę, która będzie formowała naszą współczesność – mówił bp Milewski.

Wiesława Winiarska, prezes Akcji Katolickiej Diecezji Płockiej wskazała, że bohaterami tegorocznego sympozjum są ludzie, którzy „nie pogubili się wśród krętych ścieżek współczesności”.

Ks. prał. dr Marek Jarosz, psycholog, rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku w czasie sympozjum mówił o transgresji, która jest warunkiem postaw heroicznych. W jego ujęciu określenie heroizmu jest trudne do określenia od strony naukowej, ponieważ ma się wtedy do czynienia ze „skrajną postawą”. Przypomniał, że pojęcie transgresji wprowadził do psychologii Józef Kozielecki. Miał na myśli postawy heroiczne – kiedy człowiek mając poczucie utraty bezpieczeństwa jest zdolny przekraczać taką postawę. Może to uczynić tylko wtedy, gdy ma do osiągnięcia jakiś nowy cel.

– Istnieje także pojęcie autotransgresji, czyli takie kształtowanie charakteru i umysłu, aby przekroczyć siebie. Ogromną rolę odgrywa tu wola, która pozwala przekroczyć to, co wydawało się nie do przekroczenia. Taki człowiek jest bardziej sterowany od wewnątrz niż od zewnątrz. Nie dopasowuje się do jakiejś sytuacji, ale tworzy coś nowego. Człowiek, który tylko się „okopuje” nie zdobędzie nowych lądów. Ludzie niezłomni byli bardzo twórczy, nieszablonowi, mieli niezwykle pomysły i realizowali je w sytuacji, w jakiej się znaleźli – przekonywał psycholog.

Z kolei prof. nadzw. dr hab. Leszek Zygner, historyk, rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Ciechanowie powiedział, że diecezja płocka w swoich dziejach miała wielu kapłanów niezłomnych. W czasie II wojny światowej byli to m.in.: księża Antoni Dubas, Stanisław Krystosik i Kazimierz Stankiewicz z Gostynina, którzy oddali życie za swego proboszcza ks. Apolinarego Kaczyńskiego, ks. Stefan Zielonka z Pułtuska, który zmarł na tyfus w Dachau, ks. Kazimierz Gwiazda z Przasnysza, na którego komuniści po wojnie wydali wyrok śmierci czy ks. Wacław Jezusek z płockiego seminarium.

Zwrócił też uwagę na niezłomną i heroiczną postawę w czasach komunistycznych bp. Tadeusza Pawła Zakrzewskiego (biskupa płockiego w latach 1946-1961) i bp. Jana Wosińskiego (biskupa pomocniczego w Płocku w latach 1962-1991) oraz dwóch kapłanów, którzy zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach w czasach współczesnych: dominikanina o. Honoriusza Kowalczyka (zginął w wypadku samochodowym w 1983 r.) i ks. Stefana Niedzielaka (zamordowanego w niewyjaśnionych okolicznościach w 1989 r.)

– Niezłomnym kapłanem był także ks. Tadeusz Łebkowski, obecny proboszcz parafii na płockich „Górkach”. W 1976 roku jako wikariusz pracował w parafii św. Jana Chrzciciela w Płocku. W czerwcu 1976 roku z Petrochemii poszedł w manifestacji pod Komitet Wojewódzki PZPR. W 1980 roku pojechał do Gdańska, był gościem pierwszego zjazdu „Solidarności” w 1981 roku. Gdy pojechał do internowanych w obozie w Myślęcinku, w strażniku rozpoznał donosiciela UB. Interesował się nim Departament IV MSW. Jego sprawę prowadzono do grudnia 1989 roku – relacjonował naukowiec.

W gronie prelegentów był również Andrzej Szalkowski, dyrektor Muzeum Ziemi Dobrzyńskiej w Rypinie. Tematem jego referatu była „krwawa jesień selbstschutzu”, czyli tzw. samoobrony niemieckiej, która działała aktywnie na Ziemi Dobrzyńskiej od wejścia Niemców do miasta 7 września 1939 r. do czasu jej rozwiązania w grudniu 1939 r. Jeszcze przed rozpoczęciem wojny organizacja ta sporządziła listy „niebezpiecznych” Polaków, których potem eliminowała.

Na czele 50 funkcjonariuszy stał pastor Waldemar Krusche i nauczyciel August Nikolai, żonaty z Polką. Przez rypiński „Dom Kaźni”, gdzie selbstschutz miał siedzibę (obecnie znajduje się w nim Muzeum Ziemi Dobrzyńskiej) przeszło około dwóch tysięcy osób, z czego ponad tysiąc zabito na miejscu. Wiele osób zostało rozstrzelanych w lesie skrwileńskim i lesie rusinowskim.

Andrzej Szalkowski policzył, że eksterminacji poddanych zostało 70 nauczycieli (tylko 10 powróciło z obozów do miasta po wojnie) i wielu księży. – Oni chcieli pognębić polskiego ducha, przeprowadzili krótką, ale bardzo skuteczną falę eksterminacji. Nikt nigdy nie ścigał tych zbrodniarzy – zaznaczył gość sympozjum.

– Niezłomność mojego ojca polegała na tym, że gdy zaczął pewne rzeczy tracić, nigdy nie czuł się ofiarą, był mocny, potrafił spadać ze wzniesienia, na które wzniósł się ciężką pracą – mówił Paweł Fijałkowski, syn profesora Włodzimierza Fijałkowskiego (1917-2003), absolwenta szkoły w Rypinie w diecezji płockiej, więźnia Auschwitz, lekarza ginekologa-położnika, członka Papieskiej Akademii „Pro Vita”.

Paweł Fijałkowski dodał, że gdy weszła w życie ustawa o przerywaniu ciąży, jego ojciec nie przekwalifikował się, ale stał się „rzecznikiem życia nienarodzonego”. Miał zamkniętą drogę do awansu w tamtych czasach, ale właśnie wtedy zaczął „odczytywać swoje życie”. Mimo przeszkód i trudności nie stał się cierpiętnikiem, lecz człowiekiem radosnym, robiącym wszystko z miłości do drugiego człowieka „w sposób mądry, przemyślany, bezwarunkowy”.

/za KAI/